Smile, my princess ~ [2.os./fantasy/obyczajowka]

Awatar użytkownika
Yoshina
Posty: 3
Rejestracja: śr maja 13, 2026 6:57 pm

Smile, my princess ~ [2.os./fantasy/obyczajowka]

Post autor: Yoshina »

W H E N - Y O U - S A I D
H E L L O


Obrazek

W Tirnor, w jego południowych obrzeżach znajduje się jeden z niewielu już pozostałych
na tych ziemiach rodów szlacheckich. Trimberiusze i to oni w niedalekiej przyszłości
musieli zorganizować bal dla swej najmłodszej córki, a koronnym prezentem miał zostać
błazen, aby na nowo zagościł na jej twarzy uśmiech. Nikt jednak nie wiedział jakie to
będzie miało w przyszłości skutki...


Księżniczka - Yoshina
Błazen - Amazi

Ostatnio zmieniony pt maja 15, 2026 5:20 pm przez Yoshina, łącznie zmieniany 2 razy.
Awatar użytkownika
Yoshina
Posty: 3
Rejestracja: śr maja 13, 2026 6:57 pm

Re: Smile, my princess ~ [2.os./fantasy/obyczajowka]

Post autor: Yoshina »


Obrazek



````````````````````````````````````````````````````````````````````````````
Obrazek

|| IMIE : Ceanna || NAZWISKO : Pennington || WIEK : 18 Lat ||
|| WZROST : 168 cm || WAGA : 55 kg || ZNAK ZODIAKU : Byk ||
|| KOLOR WŁOSÓW : Czarne || KOLOR OCZU : Srebrne ||
|| SYLWETKA : Szczupła || KOLOR SKÓRY : Śniady ||
|| RASA : Człowiek || STATUS : Księżniczka || MOC : Brak ||


U F N A |────█────────────| P O D E J R Z L I W A
E M O C J O N A L N A |───█────────| L O G I C Z N A
Z A B A W N A |───────────█──────| P O W A Ż N A
S A M O L U B N A |─────█───────| A L T R U I S T K A
I N F A N T Y L N A |───────────█───| D O J R Z A Ł A

```````````````````````````````````````````````````````````````````````````
Obrazek

Obrazek
Ostatnio zmieniony czw maja 21, 2026 10:28 am przez Yoshina, łącznie zmieniany 1 raz.
minehin697
Posty: 1
Rejestracja: pt maja 08, 2026 6:08 am

Re: Smile, my princess ~ [2.os./fantasy/obyczajowka]

Post autor: minehin697 »

The title already creates a soft and magical atmosphere that fits perfectly with a fantasy and social roleplay setting. Using second person perspective can make interactions feel more personal and immersive for readers and participants. It sounds like a story that could balance romance, court intrigue, and emotional character development very well.
Amazi
Posty: 53
Rejestracja: sob kwie 24, 2021 4:58 pm

Re: Smile, my princess ~ [2.os./fantasy/obyczajowka]

Post autor: Amazi »



DANE PERSONALNE
|Imię: │ Sylven │
Nazwisko: │ Ardel │
| Wiek: | 21 lat |
Płeć: │ Mężczyzna │
Rasa: │ Nadnaturalny  │
| Pochodzenie: | Tirnor |
| Moc: | Tajemnica :) |
| Zawód: | Artysta, aktor, komik, błazen |

APARYCJA

|Wzrost: │ 189 cm │ Waga: │ 84 kg │
Kolor oczu: │ Błękitne │
| Kolor włosów: │ Rudy │
Cera: │ Jasna  │
Sylwetka: │ Smukła, zadbana, wysportowana │
|Znaki szczególne: │ Blizna na jego lewym policzku pod okiem, zwykle ukrywa ją pod makijażem błazna |

Awatar użytkownika
Yoshina
Posty: 3
Rejestracja: śr maja 13, 2026 6:57 pm

Re: Smile, my princess ~ [2.os./fantasy/obyczajowka]

Post autor: Yoshina »

Obrazek

W końcu nadszedł ten dzień. Przygotowywania do uroczystości, którą były moje nieszczęsne osiemnaste urodziny oficjalnie zostały zakończone. Począwszy od ustalenia z rodzicami daty, listy gości, przygotowanie odręcznie zaproszeń, a potem wysłanie ich. Lekcje tańca, ponieważ kochana córka Tisalie Penington nie może zrobić choćby najdrobniejszego błędu. W końcu ludzie patrzą, a nasza rodzina słynie z bycia idealnym wzorem do naśladowania. Rygorystyczna dieta, aby nie przytyć do szytej na miarę sukni. Pięknej, bogatej. I choć mi osobiście bardzo przypadła do gustu - a jakże by inaczej, skoro szyta była w najlepszym sklepie krawieckim - to wciąż piła mnie w ciasno ściśniętej od gorsetu talii. Kolorem przypominała głębiny oceanu, które jaśniały od wcięcia ku górze, a także na samym końcu przy kostkach, pozwalając, aby zaraz po zakończeniu jedwabistego materiału główny kadr skradały bialutkie szpilki, które swoją drogą również były niewygodne. Jak to mawiała matka - "Aby być piękną, trzeba cierpieć".

Dlaczego właściwie tak narzekam? Czemu uważam, że osiemnaste urodziny, które powinny sprawiać największa radość, u mnie wzbudzają odwrotne uczucia? Bowiem wszystko od początku wskazywało na ich niepowodzenie. Nie lubiłam hucznych balów, a ten właśnie taki był. Nie lubiłam tłumów, obcych ludzi, a połowy z nich nigdy nie widziałam na oczy, choć składali mi życzenia jakbym co najmniej raz w tygodniu była u nich na herbatce. Jednak to nie to było najgorsze. Uśmiechanie się, dziękowanie za życzenia, to wszystko nic. Bogato wystrojona sala, stoły pękające od ilości jedzenia, baronowie i inni już z wypiekami od wypitego alkoholu... to nadal nie był główny powód mojego beznadziejnego humoru. Problemem był fakt, że to właśnie osiemnaste urodziny i niedługo miałam zostać wywieziona do swojego przyrzeczonego. Widziałam go tylko raz na oczy, gdy miałam osiem lat. Garius miał wtedy długie włosy związane w kucyka, delikatne piegi na polikach i prawie tak jasne włosy, jak coroczny śnieg. Nie dość, że miał to być ślub z politycznych rozrachunków, to jeszcze drań nie przyjechał na tak ważną dla dziewczyny wkraczającą w dorosłość uroczystość.

Stąd właśnie mój podły humor. Zamiast cieszyć się, korzystać z ostatnich chwil wolności w domowym gnieździe, to siedziałam na tyłku w głównej sali, na jednym z czterech krzeseł umieszczonych na podium, gdzie zwykle siadali rodzice podczas audiencji i przyjmowałam gratulacje. Nic, kompletnie nic co mówiła mi Frea nie zrobiłam. A naprawdę się starałam!

- Ceanno, uśmiechnij się i wyprostuj plecy - z tego podłego nastroju nagle wytrąciła mnie matka. Spojrzałam na nią, westchnęłam ciężko i zrobiłam co należy, bo w końcu jestem dobrą córką. No, prawie.

- Jak mam się szczerzyć do tych ludzi, skoro zabroniłaś mi zjeść głupiego ptysia! - fuknęłam, na co siostra siedząca między mną, a rodzicielka zachichotała pod nosem.

- Ceanno! Słownictwo! - matka wręcz spąsowiała.

- Spokojnie moje drogie. Zaraz coś na to zaradzimy - ojciec z nieschodzącym, entuzjastycznym uśmiechem klasnął w dłonie, aby zawołać Espis'a. Najbardziej zaufanego lokaja, który jak się później okazało, pochodził z łona nadnaturalnej. Tylko dzięki temu, że nie posiadł po niej żadnych zdolności, pozwolono mu zostać w tych murach.

Wyszeptał mu coś na ucho. Dość konspiracyjnie, a potem ojciec zerknął na mnie z tym swoim specyficznym uśmieszkiem. Goście nadal tańcowali na środku sali, na wytyczonym do tego miejscu. Mniejsza część siedziała przy stołach, pałaszując jedzenie, którego mi za bardzo nie wolno było, bo suknia zaraz pękłaby w szwach. Niektórzy, garstka mężczyzn podpierała zimne mury, zerkając na innych gości i plotkując na ich temat.

- Szczęścia solenizantce - niespodziewanie podszedł do nas Ristan, kłaniając się nisko. Odpowiedziałam mu wymuszonym uśmiechem, a potem skinieniem głowy pozwoliłam wstać.

- Ristan! W końcu dojechałeś! - moja siostra w euforii zerwała się z krzesła, a potem wpadła w ramiona swojego narzeczonego. Ten z łatwością okręcił ją wokół własnej osi, a potem postawił spokojnie na ziemi.

- Mieliśmy małe problemy na trasie, ale już jestem. Zatańczysz ze mną, Bemalio? - ujął jej dłoń, składając na niej delikatny pocałunek.

- Tak! Tak, po stokroć tak! - podskakując w miejscu, pozwoliła zaciągnąć się na parkiet, a ja... cóż, wzdychając głęboko mogłam tylko oglądać jak kręcą piruety. Do czasu, bo ta sielanka trwała piętnaście minut nim mój ojciec znów zwrócił na siebie moją uwagę.

- Moja droga córo, oto twój prezent ode mnie. Jako kochający ojciec, wiem jak bardzo cenisz sobie dobry dowcip, a ostatnimi czasy trudno dostrzec na twej pięknej twarzy uśmiech. Dlatego też zatrudniłem dla ciebie najsłynniejszego błazna. A oto Sylven. Niech udowodni, że słyszane plotki nie są wyssane z palca - Dierthurl przedstawił mężczyznę w błaźni stroju, który powoli zaczął się do nas zbliżać, a ja z całkowitą głową w chmurach patrzyłam ślepo przed siebie, zastanawiając, czy jak ucieknę do kuchni służby, to znajdę tam jeszcze jakieś słodkości.

Amazi
Posty: 53
Rejestracja: sob kwie 24, 2021 4:58 pm

Re: Smile, my princess ~ [2.os./fantasy/obyczajowka]

Post autor: Amazi »


Sylven wkroczył na środek sali z lekkością człowieka, który doskonale wiedział, że wszystkie spojrzenia już należą do niego. Dzwoneczki przy jego czapce zabrzęczały cicho, gdy zatrzymał się kilka kroków przed podwyższeniem.
Najpierw ukłonił się królowi.
Potem królowej.
Następnie siostrze solenizantki i jej narzeczonemu.
A gdy przyszła kolej na samą Ceannę... ominął ją całkowicie, czym wywołał kilka rozbawionych parsknięć. Wyprostował się, zmarszczył brwi i rozejrzał po sali z teatralnym zdumieniem.
Wasza Wysokość, zostałem oszukany - w sali rozległy się zaciekawione szepty. — Obiecano mi księżniczkę. Prawdziwą księżniczkę. Taką siedzącą na tronie, uśmiechającą się do gości jak głupi do sera i cieszącą się własnym balem i kucykiem, którego dostała. - Sylven przesunął wzrokiem po zgromadzonych, jakby czegoś szukał. — Tymczasem takowej tu nie ma, widzę tylko znudzoną młodą damę, która wygląda, jakby planowała ucieczkę przez okno - zawiesił spojrzenie na Ceannie, po raz pierwszy. — Albo przez kuchnię. - poprawił. Na jego ustach pojawił się zadziorny uśmiech. — Zdecydowanie, stawiałbym na kuchnię.- kilku gości parsknęło śmiechem.
Sylven przyłożył dłoń do serca.
Nie oceniam. Gdybym przez trzy godziny musiał słuchać obcych ludzi z tymi samymi regułkowymi, ale jakże ujmującymi życzeniami, kupionymi od niezwykle przystojnego, rudego odźwiernego , sam schowałbym się między deserami. - po tych słowach ruszył spokojnym krokiem bliżej podium. Wodząc wzrokiem po rozbawionych, ale i zawstydzonych twarzach zgromadzonych. Widać było jak małżonki uspokajały roześmianych mężów, którzy przecież im odradzali tak "poetyckie" życzenia.
Pozwól jednak, Wasza Wysokość, że się przedstawię. Sylven Ardel. Artysta, aktor, komik, zawodowy dostawca kłopotów i okazjonalny ratownik wyjątkowo nudnych uroczystości. - zatrzymał się u stóp schodów prowadzących na podwyższenie i skłonił głowę. — A ponieważ twój ojciec zapłacił mi fortunę za poprawienie ci humoru, byłoby niezwykle nieuprzejme z twojej i mojej strony, gdybyś pozostała niezadowolona. - Uniósł wzrok ku księżniczce. W błękitnych oczach zatańczyły figlarne iskry. — Powiedz mi tylko jedno, Ceanno. Mam rozśmieszyć księżniczkę... czy pomóc uciec dziewczynie łaknącej słodyczy życia i łakoci? - jego spojrzenie wręcz przenikało jej oczy, jakby doskonale czuł się w ich zwierciadle, od razu znając wszystkie ścieżki. Wtedy też wyciągnął ku niej dłoń, w której miał mały talerzyk z ptysiem i widelczykiem. Nikt nie miał pojęcia, jak błazen go przemycił przed wcześniejszymi spojrzeniami gości, ale po sali rozległy się westchnięcia zaskoczenia jak i głośne śmiechy rozbawienia. - Dobrze zastanów się nad odpowiedzią - ostrzegł poruszając nadgarstkiem w geście, który wskazywał, że ptyś nie był dodatkiem do obu tych wyborów, co wywołało kolejną falę śmiechu.
ODPOWIEDZ